środa, 7 września 2011

Bo nie pójdę głosować...!

Bo nie pójdę głosować...!

Trwa kampania wyborcza do Sejmu. Tysiące ludzi partyjnych i bezpartyjnych twierdzi, że nadaje się do stanowienia prawa, którym będzie posługiwało się w codziennym życiu, miliony Polaków. Ciekawe czy ci wszyscy nasi rodacy, pamiętają o tej podstawowej pracy, którą będą mieli do wykonania za pieniądze podatnika. Masa bubli prawnych, ciągłe nowelizacje, czasami dwie ustawy regulujące te same problemy, ale przy konieczności zagłębienia się w szczegóły, często sprawy trzeba kierować do sądów, by ustalić kto ma rację. Tak więc stanowienie prawa zamiast ułatwiać, utrudnia życie. Wniosek stąd prosty: "jak nie potrafisz nie pchaj się na afisz". Najczęściej, niestety, treścią tego przysłowia, nie przejmują się potencjalni kandydaci na polityków. Kasa, splendory, popularność, "parcie na szkło", możliwość "ustawienia się" na dłużej", a nie profesjonalna służba określonej sprawie, to zasadniczy powód kandydowania na posła, senatora, radnego. Oczywiście są wspaniali ludzie oddani swej pracy i chwała im za to. Przecież rzeczywiście Polska się buduje i zmienia na lepsze. O co więc chodzi może ktoś zapytać? Chodzi o debatę. Wydaje się, że nic nowego, a jednak. Wojna o rozmowę między przywódcami partii, czy głównymi szefami ministerstw ciągle trwa. Małe są szanse, aby do poważnych rozmów w ciągu miesiąca doszło. Tymczasem o edukacji, rolnictwie, o prawach dziecka, o prawach obywatelskich, o funkcjonowaniu sądów, o ochronie środowiska, o systemie sportu polskiego, o turystyce, o rekreacji i promocji zdrowia bez operacji i lekarstw, o kulturze można mówić, debatować przed wyborami bez udziału D. Tuska i J. Kaczyńskiego. Ludzie dziś zawodowo związani z wymienionymi i nie określonymi wyżej dziedzinami życia społecznego, ale centralnie, regionalnie i powiatowo odpowiedzialnymi za ich funkcjonowanie, mają szanse i obowiązek zdać sprawę ze swej pracy przed obywatelami. Pracowali przez 4 lata za ich pieniądze. Czemu więc milczą zamiast stanąć przed kamerami i powiedzieć, przekonać, że ponownie powinni kierować swoimi elementami całości. Powinni się cieszyć, ze główni aktorzy zostawiają im miejsce. Tymczasem ONI milczą zadowoleni chyba, że mają swoje miejsca na listach, które zapewniają reelekcję? Ja jeden z milionów wyborców, na pewno nie zagłosuję na tych, którzy mimo indagacji, pytań i argumentów, będąc w Sejmie odpowiedzialnymi za tę sferę życia społecznego, nigdy nie odpowiedzieli jak sobie wyobrażają dalszą swoją pracę, nad bardziej niż dotąd dostępnym systemem szeroko pojętej kultury fizycznej. Ograniczenia nie mogą być niwelowane wyłącznie przez PREMIERA. Gdzie są za duże pieniądze pracujący ludzie z polskich związków sportowych, gdzie zawodowo odpowiedzialni urzędnicy wszystkich szczebli administracji i samorządów , także ci z list wyborczych? Gdzie tysiące nauczycieli w.f., którzy poza obowiązkiem prowadzenia zajęć nic nie robią,   aby ich uczniowie czas wolny przeznaczali na sport powszechny i rekreację fizyczną? Ci nauczyciele mówią: nam za to nie płacą. I to jest właśnie luka w systemie. Powinni temu zaradzić w przyszłości, wybierani dziś kandydaci. Ich wśród wyborców nie ma, nie mogę zapytać co zrobili i co zamierzają uczynić, aby tę przykładową lukę zniwelować. Po co mam więc iść na wybory? Mam być, ja wyborca aktywny, a oni, ci wybierani, bierni, pewni swego, prawie aroganccy bo nie zdający relacji ze swej pracy zawodowej mimo wolnego miejsca w mediach? Dlaczego system kultury fizycznej, w bliskich nam państwach UE, jest bardziej przyjazny i dostępny ludziom? Dlaczego tych systemów się nie naśladuje, a indywidualne inspiracje są olewane. Nie chodzi oczywiście o osobiste satysfakcje, ale o odpowiedź publiczną na pytanie co dalej z systemem bo na efekty przyjdzie czekać nie jedną, a więcej kadencji. Kiedyś więc ktoś musi zacząć, aby następca mógł powiedzieć: właśnie o połowę spadła nam liczba dzieci z krzywymi kręgosłupami. Kandydaci: co WY na to? Bo nie pójdę głosować!!!         Marek Szczepkowski

sobota, 7 maja 2011

O systemie sportu polskiego.: O turystyce kwalifikowanej.

O systemie sportu polskiego.: O turystyce kwalifikowanej.: "O turystyce kwalifikowanej. Czym jest wywołana w tytule, turystyka kwalifikowana? Otóż członkowie PTTK, kiedy byłem wiceprezesem Zarządu..."

O turystyce kwalifikowanej.

O turystyce kwalifikowanej.http://blog.onet.pl/0

Czym jest wywołana w tytule, turystyka kwalifikowana? Otóż członkowie PTTK, kiedy byłem wiceprezesem Zarządu Głównego tego stowarzyszenia, uważali, że pływając kajakiem, żaglówką, chodząc na rajdy piesze nizinne czy górskie, uczestnicząc w imprezach na orientację z busolą i mapą, muszą mieć określone kwalifikacje. Podczas tak uprawianej turystyki, zdobywało się określoną w regulaminach liczbę punktów, które uprawniały przodowników i instruktorów, do nadawania odznak, świadczących o poziomie i kompetencjach, w wybranej dziedzinie turystyki . W ustawie o kulturze fizycznej z 1996 roku, tak pojęta turystyka, mieściła się w pojęciu rekreacją. Jeśli dobrze zorientowałem się w treści nowej ustawy o sporcie, podpisanej 7. 07.2010 roku, tak rozumiana turystyka, została tam pominięta. Może inne zmiany, w ustawach o np. usługach turystycznych, będą odnosiły się do tych elementów aktywności fizycznej i rozmaitości form uczestnictwa w szeroko pojętej kulturze fizycznej, ale nic tym nie wiadomo. Piszę tę uwagę, bo takich źle poinformowanych osób, może być więcej. Na wszelki wypadek, w ich imieniu proszę, aby nie zapomnieć o wspaniałej roli turystyki kwalifikowanej, w koniecznym wzbogacaniu aktywności fizycznej dla zdrowia, jej wielorakimi formami. O turystyce kwalifikowanej jest spora liczba, dobrych publikacji. Odsyłając do tych ciekawych tekstów, czuję się w tym miejscu zwolniony, z omawiania atrakcyjności spływów, rejsów, złazów, rajdów czy różnorodnych imprez na orientację. Nie wolno legislatorom zapomnieć o tej grupie turystów.
Marek Szczepkowski

marekszczepkowski37 (00:09)

Refleksje nad systemem sportu polskiego.: O biednym człowieku.

Refleksje nad systemem sportu polskiego.: O biednym człowieku.: "Przeżyć 61 lat i nie odnotować żadnego osobistego, ani ogólnospołecznego sukcesu, ..."

Refleksje nad systemem sportu polskiego.: System sportu polskiego.

Refleksje nad systemem sportu polskiego.: System sportu polskiego.: "Pragnę pisać o systemie sportu polskiego przede wszystkim dlatego, że opracowywana jest przez Sejm nowa ustawa o sporcie. Przewodniczącym po..."

poniedziałek, 28 lutego 2011

Znowu osystemie sportu polskiego.

Znowu o systemie sportu polskiego.

Tuż przed śmiercią w feralnej podróży do Smoleńska, Prezes PKOl Piotr Nurowski odpowiadał na pytania dziennikarza Polsatu. Rozmowa była bardzo kompetentna, a dotyczyła budowania polskiej reprezentacji na kolejne igrzyska olimpijskie. Okazuje się, że na Igrzyska w Londynie jest już wytypowanych 39 zawodników. Nie sprecyzowano w jakich dyscyplinach, odsyłając prawdopodobnie zainteresowanych, do dokumentów PKOl. Ta instytucja rzeczywiście ma prawo odsyłać interlokutorów do Ministerstwa Sportu i Turystyki w sprawie systemu sportu polskiego. Prowadzący rozmowę dziennikarz, już właściwie na jej zakończenie, zapytał: skąd, z jakiego systemu selekcji, będą się kwalifikować do reprezentacji olimpijskiej, kolejni kandydaci do Londynu. I tu zabrakło odpowiedzi. Taki wspaniały działacz sportowy, przedsiębiorca, wizjoner promocji i organizacji sportu, nie chciał zabrać głosu na temat systemowych podstaw sportu powszechnego, który musi być źródłem zasilającym nowymi talentami, reprezentacje w każdej kategorii wiekowej i we wszystkich systemach rozgrywek od gminy do szczebla centralnego. Piotr Nurowski zasadnie twierdził, że PKOl odpowiada za zapewnienie reprezentacji olimpijskiej, właściwych warunków szkolenia olimpijczyków oraz ich uczestnictwa w kolejnych igrzyskach. Za desygnowanie zawodników do kadry olimpijskiej są odpowiedzialne polskie związki sportowe. To one muszą opierać selekcję talentów na klubach sportowych jedno lub wielosekcyjnych gdzie w możliwie największej liczbie grup szkoleniowych, instruktorzy i trenerzy, uczyć będą podstaw wybranej dyscypliny sportowej, a później konkretnej konkurencji. O tej drabince szkoleniowej, w żadnej dyskusji się nie wspomina. W tej z Piotrem, niestety, również. A przecież już ustawa o kulturze fizycznej z 18 stycznia 1996 roku, mówi o uczniowskich klubach sportowych, które powinny być właśnie podstawą tej piramidy. I mogłyby być, gdyby polskie związki sportowe i ich regionalne delegatury miały wpływ na tworzenie UKS-ów przy szkołach wiejskich, gminnych, powiatowych i wojewódzkich. Ale przecież to co dzieje się w szkole podlega kuratoriom i Ministerstwu Edukacji więc spójny system organizacyjny , oparty na klubach, dotychczas nie powstał. Każdy klub uczniowski czy zawodowy, działa w zależności od posiadanych pieniędzy. Jeśli zdoła wyrwać je od sponsorów, to kupi zauważonego, najczęściej przypadkowo, młodego zawodnika. Jakie stąd wynikają amoralne sytuacje, to widać z obserwacji korupcyjnych procesów w piłce nożnej czy z przypadków niedozwolonego stosowania dopingu farmakologicznego. Gdyby system szkolenia w Polsce u podstaw i na kolejnych szczeblach, był pełny, to na miejsce w reprezentacjach, od klubu po kadrę narodową, czekałyby kolejne zastępy młodych talentów, a sport stałby się drogą autentycznej kariery najlepszych i zaszczytem, w ostatniej jej fazie, reprezentowania Polski w zawodach międzynarodowych wszystkich szczebli. W tych uwagach brak oczywiście rozwiązań szczegółowych, ale w Komisji Sejmowej Kultury Fizycznej, od 3 lat opracowującej projekt nowej ustawy o sporcie, nikt, z Panią Przewodniczącą na czele, nie chce rozmawiać z fachowcami nad kształtem tego dokumentu. Wszystko tajne. A przecież system sportu polskiego, dotyczy milionów młodych Polaków. Czyż rozwiązanie tego problemu nie mieści się w pojęciu patriotyzmu tak często używanego w propagandzie partyjnej? Trzeba słowa zamieniać w czyn, a nie krasić nimi marne przemówienia, z których nic nie wynika. System sportu polskiego, w którym każdy mógłby znaleźć swoje miejsce, to jest właśnie patriotyczne zadanie dla polityków, samorządowców, fachowców od organizacji i zarządzania oraz działaczy sportowych.
Z cząstkowych badań prowadzonych z mojej inicjatywy przez studentów wynika, że zarówno uczniowskie jak i zawodowe kluby sportowe, prowadzą zajęcia z przypadkowo rekrutowanymi , nowymi adeptami sportowej przygody. Jeśli rodzice przyprowadzą , i zapłacą za dziecko, to będzie ono uczone najczęściej piłki nożnej. Wiadomo: nowe „Orliki”, najpopularniejsza dyscyplina itd. Może jeszcze nauka pływania w podobnym trybie. A jak po tych pierwszych próbach ze sportem trafić do klubu specjalizującego się w gimnastyce, la, jeździe konnej, szermierce, koszykówce, piłce ręcznej, że nie wymienię już innych, bardziej skomplikowanych i szczegółowych konkurencji sportowych. A więc tylko przypadek może zrządzić, że ewentualny talent, znajdzie się we właściwym miejscu. Z przeciętnie zorientowanych rodziców, i ich dzieci nikt nie wie gdzie zaprowadzić młodego sportowca, aby mógł uprawiać wybraną dyscyplinę i by jego postępami zainteresował się klub , a także trener-specjalista w tej dziedzinie. Nawet w Warszawie byłoby ciężko znaleźć taką kompetentną informację, a co dopiero w Pilawie nie mówiąc już o Gołdapi czy nawet Ełku. Ministerstwo Sportu, polskie związki sportowe, kuratoria jeśli nie opracują sytemu rozwoju poszczególnych dyscyplin sportowych w oparciu o symulacje potencjalnych możliwości regionów, to zawsze wyniki sportowe, nawet na średnim poziomie, będą dziełem przypadku, a nie potencjalnych możliwości konkretnej populacji. Tylko z setek tysięcy sportowców o średnim poziomie, można selekcjonować talenty do kadry narodowej. Takie jest prawo specjalnych predyspozycji psychofizycznych koniecznych w europejskiej i światowej, rywalizacji sportowej. Naród Szopena czekał 20 lat, na ponowne zwycięstwo Polaka, w Konkursie co 5 lat organizowanym w Warszawie. Jest nas tylko 38 milionów, a więc chińskich możliwości trafienia w talent na zasadzie przypadku nie mamy. Musimy zbudować system sportu polskiego i zaproponować go polskiej młodzieży, aby świadomie mogła wybrać miejsce i kierunek bardzo ciężkiej pracy. 39 kandydatów na Olimpiadę w Londynie , bez pokazania skąd następni , to nie system, to ruletka. A efekty – jak widać ! A aspiracje, będą rodzić niechęć i frustracie młodych Polaków. Tadeusz Kotarbiński pisał: „Przez organizację rozumiemy taką całość, której czynniki współprzyczyniają się do powodzenia tej całości.”

niedziela, 27 lutego 2011

Sport zawowowy w NASZYM Kraju.

Jeszcze w poprzednim ( tj. 2010), roku akademickim,byłem promotorem 14 prac dyplomowych z zakresu organizacji zarządzania, w sporcie i rekreacji. Moi wychowankowie rozpierzchli się po różnych stronach Polski i Europy. Ciekawe czy udało im się zdobyć miejsce pracy w wyuczonej specjalności. Przypuszczam, że w bardzo małym stopniu. Wielu jeszcze przed obroną, usiłowało założyć własną firmę o profilu zupełnie niekorespondującym z treścią studiów. To smutne. Zdrowie i sprawność psychofizyczna polskich dzieci,niestety pozostawia wiele do życzenia, a raporty NIK-u alarmują stwierdzając katastrofalny stan w jakości i opłakanych skutkach, prowadzonych w szkołach zajęć wychowania fizycznego. Dostępność sportu w klubach ograniczona jest dodatkowymi kosztami, na które rodziców bardzo rzadko jest stać. Szkoda, że tak lekko już prawie 20 lat temu,zrezygnowano z systemu, istniejącej jeszcze wtedy sieci klubów sportowych,wspieranych przez resorty ( np. MON, MZW, związki zawodowe…), uczelnie, wielkie zakłady pracy itd. Powie ktoś, że to marna tęsknota za własną młodością, a w ustroju wolnorynkowym,wręcz niekompetencja. Kapitalizm ma swoje prawa i trzeba im się podporządkować.Jeszcze w poprzednim ( t.j. 2010 ), roku akademickim, byłem promotorem 14pracdyplomowych z zakresu organizacji i zarządzania, w sporcie i rekreacji.Moi wychowankowie rozpierzchli się po różnych stronach Polski i Europy. Ciekawe czy udało im się zdobyć miejsce pracy w wyuczonej specjalności. Przypuszczam, że w bardzo małym stopniu. Wielu jeszcze przed obroną, usiłowało założyć własną firmę o profilu zupełnie nie korespondującym z treścią studiów. To smutne.Zdrowie i sprawność psychofizyczna polskich dzieci, niestety pozostawia wiele do życzenia, a raporty NIK-u alarmują stwierdzając katastrofalny stan w jakości i opłakanych skutkach, prowadzonych w szkołach zajęć wychowania fizycznego.Dostępność sportu w klubach ograniczona jest dodatkowymi kosztami,na które rodziców bardzo rzadko jest stać. Szkoda, że tak lekko już prawie 20lat temu,zrezygnowano z systemu, istniejącej jeszcze wtedy sieci klubów sportowych,wspieranych przez resorty ( np. MON, MZW, związki zawodowe…), uczelnie, wielkie zakłady pracy itd. Powie ktoś, że to marna tęsknota za własną młodością, a w ustroju wolnorynkowym, wręcz niekompetencja. Kapitalizm ma swoje prawa i trzeba im się podporządkować. Sport zawodowy ma swoje prawa. Znam je z autopsji. Byłem,widziałem. Sport z całą jego infrastrukturą, budowany był na zachodzie przez ponad 100 lat według zasad wolnego rynku. Na pewno nie niszczył obiektów, które mogły jeszcze służyć młodym ludziom, nie marnował pracy poprzednich pokoleń.Takich fatalnych przykładów w naszym Kraju mógłbym wymienić na kwoty idące w miliardy. Jestem zwolennikiem zmian, ale nie głupoty, której kapitalista nigdy by nie zaakceptował bo potrafi liczyć własne pieniądze.Wymierne straty to malejąca ciągle liczba młodych ludzi, garnących się do aktywności fizycznej. Tej aktywności koniecznej dla rozwoju psychofizycznego.Sport powszechny,powinien zagospodarować czas wolny, by narkotyki, piwo, wódka, bandytyzm, miały ciekawą,emocjonującą i dostępną alternatywę. Sponsoring prywatny musi najpierw zarobić,aby spełniać taką rolę jak na zachodzie. Puki co, wszyscy musimy się dołożyć,bo to inwestycja w przyszłość i zdrowie naszych dzieci i wnuków. Moi dyplomanci powinni mieć pracę w POLSCE, bo tu są konieczni. Dajmy IM pracę. ma swoje prawa. Znam je z autopsji. Byłem, widziałem. Sport z całą jego infrastrukturą,budowany był na zachodzie przez ponad 100 lat według zasad wolnego rynku. Na pewno nie niszczył obiektów, które mogły jeszcze służyć młodym ludziom, nie marnował pracy poprzednich pokoleń. Takich fatalnych przykładów w naszym Kraju mógłbym wymienić na kwoty idące w miliardy. Jestem zwolennikiem zmian, ale nie głupoty, której kapitalista nigdy by nie zaakceptował bo potrafi powszechny własne pieniądze. Wymierne stratyto malejąca ciągle liczba młodych ludzi, garnących się do aktywności fizycznej.Tej aktywności koniecznej dla rozwoju psychofizycznego. Sport powszechny, powinien zagospodarować czas wolny, by narkotyki, piwo, wódka, bandytyzm, miały ciekawą,emocjonującą i dostępną alternatywę. Sponsoring prywatny musi najpierw zarobić,aby spełniać taką rolę jak na zachodzie. Puki co, wszyscy musimy się dołożyć, boto inwestycja w przyszłość i zdrowie naszych dzieci i wnuków. Moi dyplomanci powinni mieć pracę w POLSCE, bo tu są konieczni. Dajmy IM pracę. .Marek Szczepkowski.