poniedziałek, 28 lutego 2011

Znowu osystemie sportu polskiego.

Znowu o systemie sportu polskiego.

Tuż przed śmiercią w feralnej podróży do Smoleńska, Prezes PKOl Piotr Nurowski odpowiadał na pytania dziennikarza Polsatu. Rozmowa była bardzo kompetentna, a dotyczyła budowania polskiej reprezentacji na kolejne igrzyska olimpijskie. Okazuje się, że na Igrzyska w Londynie jest już wytypowanych 39 zawodników. Nie sprecyzowano w jakich dyscyplinach, odsyłając prawdopodobnie zainteresowanych, do dokumentów PKOl. Ta instytucja rzeczywiście ma prawo odsyłać interlokutorów do Ministerstwa Sportu i Turystyki w sprawie systemu sportu polskiego. Prowadzący rozmowę dziennikarz, już właściwie na jej zakończenie, zapytał: skąd, z jakiego systemu selekcji, będą się kwalifikować do reprezentacji olimpijskiej, kolejni kandydaci do Londynu. I tu zabrakło odpowiedzi. Taki wspaniały działacz sportowy, przedsiębiorca, wizjoner promocji i organizacji sportu, nie chciał zabrać głosu na temat systemowych podstaw sportu powszechnego, który musi być źródłem zasilającym nowymi talentami, reprezentacje w każdej kategorii wiekowej i we wszystkich systemach rozgrywek od gminy do szczebla centralnego. Piotr Nurowski zasadnie twierdził, że PKOl odpowiada za zapewnienie reprezentacji olimpijskiej, właściwych warunków szkolenia olimpijczyków oraz ich uczestnictwa w kolejnych igrzyskach. Za desygnowanie zawodników do kadry olimpijskiej są odpowiedzialne polskie związki sportowe. To one muszą opierać selekcję talentów na klubach sportowych jedno lub wielosekcyjnych gdzie w możliwie największej liczbie grup szkoleniowych, instruktorzy i trenerzy, uczyć będą podstaw wybranej dyscypliny sportowej, a później konkretnej konkurencji. O tej drabince szkoleniowej, w żadnej dyskusji się nie wspomina. W tej z Piotrem, niestety, również. A przecież już ustawa o kulturze fizycznej z 18 stycznia 1996 roku, mówi o uczniowskich klubach sportowych, które powinny być właśnie podstawą tej piramidy. I mogłyby być, gdyby polskie związki sportowe i ich regionalne delegatury miały wpływ na tworzenie UKS-ów przy szkołach wiejskich, gminnych, powiatowych i wojewódzkich. Ale przecież to co dzieje się w szkole podlega kuratoriom i Ministerstwu Edukacji więc spójny system organizacyjny , oparty na klubach, dotychczas nie powstał. Każdy klub uczniowski czy zawodowy, działa w zależności od posiadanych pieniędzy. Jeśli zdoła wyrwać je od sponsorów, to kupi zauważonego, najczęściej przypadkowo, młodego zawodnika. Jakie stąd wynikają amoralne sytuacje, to widać z obserwacji korupcyjnych procesów w piłce nożnej czy z przypadków niedozwolonego stosowania dopingu farmakologicznego. Gdyby system szkolenia w Polsce u podstaw i na kolejnych szczeblach, był pełny, to na miejsce w reprezentacjach, od klubu po kadrę narodową, czekałyby kolejne zastępy młodych talentów, a sport stałby się drogą autentycznej kariery najlepszych i zaszczytem, w ostatniej jej fazie, reprezentowania Polski w zawodach międzynarodowych wszystkich szczebli. W tych uwagach brak oczywiście rozwiązań szczegółowych, ale w Komisji Sejmowej Kultury Fizycznej, od 3 lat opracowującej projekt nowej ustawy o sporcie, nikt, z Panią Przewodniczącą na czele, nie chce rozmawiać z fachowcami nad kształtem tego dokumentu. Wszystko tajne. A przecież system sportu polskiego, dotyczy milionów młodych Polaków. Czyż rozwiązanie tego problemu nie mieści się w pojęciu patriotyzmu tak często używanego w propagandzie partyjnej? Trzeba słowa zamieniać w czyn, a nie krasić nimi marne przemówienia, z których nic nie wynika. System sportu polskiego, w którym każdy mógłby znaleźć swoje miejsce, to jest właśnie patriotyczne zadanie dla polityków, samorządowców, fachowców od organizacji i zarządzania oraz działaczy sportowych.
Z cząstkowych badań prowadzonych z mojej inicjatywy przez studentów wynika, że zarówno uczniowskie jak i zawodowe kluby sportowe, prowadzą zajęcia z przypadkowo rekrutowanymi , nowymi adeptami sportowej przygody. Jeśli rodzice przyprowadzą , i zapłacą za dziecko, to będzie ono uczone najczęściej piłki nożnej. Wiadomo: nowe „Orliki”, najpopularniejsza dyscyplina itd. Może jeszcze nauka pływania w podobnym trybie. A jak po tych pierwszych próbach ze sportem trafić do klubu specjalizującego się w gimnastyce, la, jeździe konnej, szermierce, koszykówce, piłce ręcznej, że nie wymienię już innych, bardziej skomplikowanych i szczegółowych konkurencji sportowych. A więc tylko przypadek może zrządzić, że ewentualny talent, znajdzie się we właściwym miejscu. Z przeciętnie zorientowanych rodziców, i ich dzieci nikt nie wie gdzie zaprowadzić młodego sportowca, aby mógł uprawiać wybraną dyscyplinę i by jego postępami zainteresował się klub , a także trener-specjalista w tej dziedzinie. Nawet w Warszawie byłoby ciężko znaleźć taką kompetentną informację, a co dopiero w Pilawie nie mówiąc już o Gołdapi czy nawet Ełku. Ministerstwo Sportu, polskie związki sportowe, kuratoria jeśli nie opracują sytemu rozwoju poszczególnych dyscyplin sportowych w oparciu o symulacje potencjalnych możliwości regionów, to zawsze wyniki sportowe, nawet na średnim poziomie, będą dziełem przypadku, a nie potencjalnych możliwości konkretnej populacji. Tylko z setek tysięcy sportowców o średnim poziomie, można selekcjonować talenty do kadry narodowej. Takie jest prawo specjalnych predyspozycji psychofizycznych koniecznych w europejskiej i światowej, rywalizacji sportowej. Naród Szopena czekał 20 lat, na ponowne zwycięstwo Polaka, w Konkursie co 5 lat organizowanym w Warszawie. Jest nas tylko 38 milionów, a więc chińskich możliwości trafienia w talent na zasadzie przypadku nie mamy. Musimy zbudować system sportu polskiego i zaproponować go polskiej młodzieży, aby świadomie mogła wybrać miejsce i kierunek bardzo ciężkiej pracy. 39 kandydatów na Olimpiadę w Londynie , bez pokazania skąd następni , to nie system, to ruletka. A efekty – jak widać ! A aspiracje, będą rodzić niechęć i frustracie młodych Polaków. Tadeusz Kotarbiński pisał: „Przez organizację rozumiemy taką całość, której czynniki współprzyczyniają się do powodzenia tej całości.”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz